Artystyczne akcenty jej ubrań są równie ekscytujące, jak noszone przez nią doskonale skrojone marynarki i koszule z kokardami pod szyją. „Ona balansuje pomiędzy dwiema płaszczyznami: jest w niej i mrok, i szyk” – mówi Jonathan Huguet, stylista Isabelle Huppert.
Nestorka francuskiego kina i ponadsześćdziesięcioletnia modowa pin-up girl Isabelle Huppert była opisywana na wiele sposobów – jako muza Balenciagi, burżuazyjna modelka Celine – ale chyba nigdy jako „gąbka”. Tak jednak określa kobietę jej stylista Jonathan Huguet, który ma przyjemność ubierać aktorkę od sześciu lat. Dla niego Huppert jest bowiem kwintesencją kreatywności – mówi o niej: „Jak ze snów! Królowa!”. Artystyczne akcenty jej stylu są równie ekscytujące, jak noszona przez nią kolekcja doskonale skrojonych marynarek i koszul z kokardami. Potrafi wychwycić każde subtelne odniesienie modowe, jakie proponuje jej Huguet, i przenosi niuanse języka mody do swojej garderoby. To, że Isabelle wiosną przyszłego roku skończy 70 lat, nie jest oczywiście żadną przeszkodą.
– Wiek nie jest tematem naszych rozmów – zapewnia Huguet, po czym przyznaje, że jego otwarta klientka ostatnio jeszcze bardziej poszerzyła swoje horyzonty. Wystarczy spojrzeć na Huppert na Croisette w Cannes tego lata we wszystkich zaprojektowanych przez Demnę kreacjach typu druga skóra, podkreślających siłę – i stanie się jasne, że czerwony dywan to przedłużenie osobowości Isabelle. – Jest elegancka i ponadczasowa, ale zawsze na krawędzi zjawisk – mówi Jonathan. – Balansuje pomiędzy dwiema płaszczyznami: jest w niej i mrok, i szyk.
Jej zdolność do zmian wizerunku, rozwinięta niczym u kameleona, sprawia, że styl francuskiej kobiety, wyjątkowo cool oraz zazwyczaj niekojarzący się z wiekiem Huppert, jest w jej przypadku trudny do zdefiniowania.
– Chodzi o nonszalancję… – mówi Huguet niepewnie, w ten drażniący, a jednocześnie ujmujący sposób, jaki cechuje paryżan. – I jeszcze o pokazanie swojego prawdziwego ja, gdy nie wygląda się przy tym na zbyt wystrojoną. Równowaga jest kluczem.
Jonathan, również redaktor i kinoman, którego kariera zmieniła kierunek, gdy poznał Juliette Binoche, po czym inni aktorzy zaczęli pojawiać się na jego drodze, przyznaje, że wygląd Isabelle Huppert jest definiowany przez jej „ciało”, to, jaką jest osobą. Huguet, wybierając ubrania dla aktorki, nie kieruje się markami (choć rola ambasadorki Balenciagi z pewnością pomaga), ale tym, żeby pokazać Huppert w jak najlepszym świetle. Do tego dochodzi niewymuszony rodzaj nonszalancji, w którym, można powiedzieć, gwiazda się specjalizuje. – Ubranie musi być połączone ze stylem bycia, żeby zapewnić możliwość zabawy strojami – to bardzo ważne – mówi Huguet, którego własne stylizacje są równie imponujące, jak jego klientek.
Nawet jeśli brzmi to na wykoncypowaną teorię, ich proces twórczy nie jest tym, co przyszłoby komuś innemu do głowy. Przykładami mogą być dwie przepiękne czarne suknie Diora z czerwonego dywanu na festiwalu filmowym w Marrakeszu: jedna z nich to Matrix-chic, a druga – eteryczna, baśniowa kreacja, która nadała nowy wymiar trendowi sukienek z kapturem. – To było dość nieoczekiwane – mówi Huguet, który wybrał te kreacje, kierując się swoim zamiłowaniem do pierwszej kolekcji haute couture Marii Grazii Chiuri dla domu mody Dior, a nie myśleniem, jak wielkie wrażenie mogłyby zrobić właśnie te stylizacje. – Zawsze, gdy pracujemy razem, nie chodzi o wywieranie wpływu na odbiorców, ale o znalezienie odpowiedniego wyglądu, czy to odważnego, czy klasycznego. Sztuka tych wyborów triumfuje na Instagramie za każdym razem.
Zaloguj się, aby zostawić komentarz.