Znaleziono 0 artykułów
05.04.2025

Nowej, filmowej „Śnieżki” Disneya nie da się oglądać, słuchać ani bronić

05.04.2025
(Fot. materiały prasowe)

Za kogo mają nas decydenci z Disneya, obstawiając, że wcisną nam taki kit? Jednocześnie to dramat współczesności: kobiety wychowane na tych bajkach, mężczyźni na porno – jak ukształtowani w tak różny sposób mają się potem dogadać? Kolejna klapa aktorska w adaptacji genialnej animacji pokazuje, że nie tędy droga. Sztuczna inteligencjo, brak ci oleju w głowie.

Będę twoim lustrem, królowo. Powiem ci prawdę o twojej urodzie i kiedy zgaśnie, również możesz liczyć na szczerość. Czy chcesz to usłyszeć?

Producenci nowej „Królewny Śnieżki” stosują whitewashing, w dodatku w filmie złe są nawet piosenki

Nowy film o tobie trudno nazwać filmem. Nie widać tu pomysłu ani reżysera. To jakby zadać AI temat Śnieżki i poprosić, żeby podzwoniła, gdzie uważa w sprawach obsady. Niech wyreżyseruje tych, co zrekrutowała na green screenie, wypluje w mock-upie, a wszystko okrasi wygenerowanymi piosenkami. Ma być poprawnie politycznie – czytaj: nowocześnie, a zarazem zgodnie z literą oryginału – czytaj: nostalgicznie. Z tego powodu Śnieżka musi założyć kostium ze sztucznych tkanin jak dla dziecka na jednorazowe przebranie. Płaskie, sztywne, sztuczne formy zapowiadało już okropne „Życzenie” (2023), którego studio Disneya nawet nie wprowadziło do kin. Tyle jest między ostatnimi produkcjami podobnych, nieudolnych scen, że chyba odpowiada za nie ten sam algorytm. Zadano mu cel, żeby wmieszać w Śnieżkę nieco „Krainy lodu”. Końcową scenę taneczną pomalowano na biało; szkoda, że nie zamówiono jej w Bollywood.

Ewidentnie chodziło też o podkreślenie różnorodności, dlatego dworzanie, bandyci, członkowie dworu reprezentują wszystkie nacje, tożsamości i kolory skóry. Miałoby to sens, gdyby jakkolwiek były w tym świecie zakorzenione, a tak – to zwykły whitewashing; producenci życzą sobie pokoju na świecie, więc do rozrywkowego filmu doklejają postulaty w rodzaju życzeń kandydatek na miss.

Z tego samego powodu zmienili genezę przydomku Śnieżki: od śnieżnobiałej cery niewiasty w starym filmie przeszliśmy do śniegu, który spadł, gdy się urodziła. To powrót do jednej z wersji braci Grimmów. Uzasadnienie ma jednak krótki termin ważności – jak długo jeszcze będziemy widywać w Europie śnieg?

Zabrano Śnieżce piosenki. Skasowano „Someday my prince will come”, bo dziś żadna dziewczynka nie powinna czekać na księcia. Tyle tylko, że odczytano ten song po literach, gdy tymczasem już w oryginale był on przewrotny. Umknęło decydentom, że ironicznie śpiewała go w najsłynniejszej wersji Etta Jones. Słynne „Hej ho, hej ho” puszczono w zepsutej, okropnej wariacji. Nowe utwory, które cierpliwie i do ostatka śpiewa Rachel Zegler („West Side Story”) bardzo dobrym głosem, nie zapowiadają się na klasykę. „Whistle while you work” to zresztą jedyna melodia, która wpada tu w ucho. Wokal Zegler nie ratuje jej roli. Świetna u Spielberga, tutaj gra banalnie, głównie strojąc miny, jak nie przymierzając Bella w pierwszych „Zmierzchach” (choć przykład Kristen Stewart pokazuje, że aktorka ma szansę się rozwinąć). Gal Gadot

próbuje grać jak Lady Gaga. Dobrze leży na niej witrażowa korona, lecz śpiewa okropnie. Song królowej o władzy z frazą „chcieć to mieć” pasowałby do coachingowego występu sprzed 20 lat. Wyszłam z kina z poczuciem, że nie zobaczyłam choćby jednej sceny, o której warto wspominać.                   

Nie da się tego oglądać, słuchać ani bronić. Oglądałam film w sali X z rozszerzonym po bokach ekranem i jedyne, co zostało mi w głowie, to widoczna na rogu projekcji rozjechana twarz krasnala grającego na akordeonie. Naprawdę, niech już się skończy ta era Disneya, polegająca na aktorskich wersjach animacji złotej ery. Nie mogę już na to patrzeć. Dopiero co rozbił się w kinach „Bambi: Opowieść leśna”, a już celuje w nas kolejny tytuł. Ostatnim w miarę przyzwoitym była „Mała Syrenka”, bo choć zawiodła poprawność polityczna, zostały przynajmniej piosenki.

W nowej wersji filmu „Królewna Śnieżka”, inaczej niż w wersji klasycznej, streszczane jest wszystko w przyspieszonym tempie. Może to dobrze, że twórcy nie delektują się, bo nie mają czym.

Stara „Śnieżka” jest odważniejsza od nowej choćby dlatego, że już w pierwszych minutach obraz jest tam nieostry, falujący. Żadnych stabilnych filarów, skoro mają być to kręgi rozchodzące się po wodzie. Odbić jest tam więcej: nie tylko w studni, ale też w balii, gdzie mydlą się krasnale. W mydlanej bańce zamknięta jest mucha – opalizujące skrzydła są iluzją, zwodzą obietnicą atrakcji, która okazuje się fałszywa. A właściwie dlaczego chcemy wierzyć w swój nieruchomy portret, skoro każde odzwierciedlenie jest deformacją? Przecież nikt z nas nie wygląda tak, jak widzi siebie w lustrze. Czemu przyjmujemy za pewnik swoje odbicie? – pytała wersja z 1937 roku.

W starej wersji obie: Śnieżka i Czarownica były sobie równe, każda fascynująca. Bez rozbiegu wskakiwaliśmy w konflikt, w sam środek opowieści. W nowej streszczane jest wszystko w nadmiarze i w przyspieszonym tempie. Może to nawet na plus, że twórcy nie delektują się, skoro nie mają czym. W naiwny sposób nawiązują do wspaniałej tradycji Disneya: tu przemknie jelonek Bambi, na nosie siądzie Dzwoneczek z „Piotrusia Pana”, a finałowy pocałunek przypomni o „Śpiącej królewnie”. Śnieżka wpada do tunelu i leci w dół jak Alicja w Krainie Czarów, co zastaje na dole? Las, w który nawtykano sztucznych kwiatów jak z cmentarza. Pojawia się królewicz, ale bez konia i zbroi to bardziej współczesny Robin Hood, aktywista z NGO-sa. Robi Śnieżce klasowe wyrzuty o jej „princess problems”. Altruizm świetnie nadaje się do pompowania ego, dlatego narcyz przybiera taką pozę. Nowy słuszny królewicz jest jeszcze gorszy od starego, arystokratycznego.

Królewna daje mu naszyjnik z sercem – osobliwe, bo pierwotnie zaręczyny służyły temu, żeby ona nie została z niczym, jeśli on się rozmyśli. A tu narzeczona boi się, że straci chłopca?

Obiecał, że pomoże jej szukać taty. Córka sama chce być jak ojciec.

Dlaczego „Królewna Śnieżka” ma najwięcej filmowych adaptacji ze wszystkich baśni braci Grimmów

„Królewna Śnieżka” ma bodaj najwięcej filmowych adaptacji ze wszystkich baśni braci Grimmów. Czemu zawdzięcza tę popularność? Eksplorowanie niechęci między macochą a pasierbicą dotyka szczególnie trudnych problemów relacji córki z matką. Obsesyjny lęk przed starzeniem się podsycany dla interesu branży beauty również wskazuje na tę baśń, a nie „Czerwonego kapturka” lub „Kopciuszka” jako nośnik mitu. Czy rzeczywiście „Śnieżka” jest dziś aktualna? W prawdziwym życiu częściej jest odwrotnie – to królowa zostaje wyeliminowana, żeby książę mógł pojąć za żonę jej młodszą wersję i zostać królem.

W nowej wersji filmu „Królewna Śnieżka” nawet krasnale wypadają słabo

Co z tymi, dla których będzie to pierwsza „Śnieżka” w życiu? Trzeba im czym prędzej pokazać starą wersję, żeby uratować ich dusze.

W nowym filmie nie udaje się stworzyć istoty tak uroczej, cudnej, bezbronnej jak Gapcio – to on nadal jest ulubionym bohaterem filmu z 1937 roku. Tam kopalnia kamieni szlachetnych olśniewa przepychem, a zanim krasnale wrócą do domu, stara Śnieżka ze zwierzątkami urządzają im chatkę, sprzątają, dekorują świeżymi kwiatami. Nic dziwnego, że dawne krasnale długo szukają źródła tego cudu.

Obecne wpadają na intruzkę, a fabuła traci dramaturgię. Nowa Śnieżka po prostu pada z nóg i znajdują ją w łóżku, a potem razem z nią uczą się, jak zabrać się do sprzątania. Wychowawcze? A jakże. Dydaktyczne? Z powinszowaniem. Czy taka zmiana w scenariuszu gwarantuje lepszy film? Cóż, krasnalki, odpowiedzcie sobie sami.

Aż dziwne, że przydomki krasnali pozostały niezmienione. Zgodnie z poprawnością polityczną Mędrek powinien nazywać się osobą uprzywilejowaną intelektualnie, Gburek nieznającą zasad porozumienia bez przemocy, Apsik mającą szeroki zestaw alergenów, Wesołek wypierającą smutek i skupioną na tym, jak jest postrzegana, Śpioszek z alertem epizodu depresyjnego, Gapcio najprawdopodobniej z deficytem uwagi, Nieśmiałek z problemami w socjalizacji, bo szybko wyczerpuje mu się bateria społeczna.

Królewna myśli, że skrzaty są dziećmi. Jak dzieci, na starcie, potraktowało krasnali studio. Z afery o udział aktorów niskorosłych, ostro skomentowanej przez Petera Dinklage’a, przeszło do miksu CGI i mock-upu. Siedmioro aktorów straciło schematyczne, ale jednak role. Efekt katastrofalny. Już lepiej wypadł Hugh Grant w „Wonce” jako Oompa-Loompa, choć tamta rola była koszmarem na jawie.

Biedna sztuczna inteligencjo! Tyle pracy na nic. Mieliłaś, mieliłaś, a

wyszło bez polotu, bez jakiegokolwiek kreatywnego pomysłu. Co miałaś za algorytmy, skoro żaden kadr nie jest ładnie zakomponowany?

Innowacje w nowej wersji filmu „Królewna Śnieżka” powodują jedynie ogromny chaos

Za kogo mają nas decydenci z Disneya, wciskając nam taki kit? Jednocześnie to dramat współczesności: kobiety wychowane na tych bajkach, mężczyźni na porno – jak ukształtowani w tak różny sposób mają się potem dogadać? Nowa „Śnieżka” to ledwie czytanka. Zamek królowej wygląda jak zaśniedziały zamek Disneya. Królowa (niegdyś zła matka, potem macocha, a teraz po prostu władczyni) jest zainteresowana głównie swoją urodą. Dumna, że udało jej się nią opętać naiwnego mężczyznę, boi się utraty kontroli. Dawna królowa ginie od własnego ciosu – chcąc zepchnąć głaz na krasnoludki, stacza się w przepaść, gdzie (w domyśle) rozszarpują ją sępy. Nowa królowa wapnieje, popieleje i osypuje się jak lustro, rozbite na sto kawałków niczym w „Królowej śniegu”.

Jedno, czemu służą te innowacje, to jeszcze większy chaos.

Zawiść przeistacza piękną kobietę, którą niezaprzeczalnie jest królowa, we wredne babsko. Gal Gadot w lśniącym, dragowym outficie robi, co może – wyłamuje tipsy, żeby cokolwiek ze swojej postaci wydobyć. Lęk przed starzeniem się, niezgoda na naturalny, nieunikniony proces pogrąża jej siłę i urodę. Dlatego zmienia się w staruchę, żebraczkę – ucieleśnienie największych lęków. Ono popycha ją do zabicia Śnieżki. Chcąc otruć dziewczynę, zatruwa samą siebie obawami o przyszłość, wyrażonymi w tęsknocie za przeszłością. Tę tęsknotę uosabia Śnieżka; przypomina królowej, że ta niegdyś też była młoda. A może jej się zdaje, że taka kiedyś była, w końcu to tylko psychiczna projekcja. Jak często robią starsze kobiety, i ona mimochodem wymusza, żeby się nią zająć. Wpada do chatki pozornie słaba i potrzebująca opieki. Zamiast metodą na wnuczka, bierze Śnieżkę metodą na babcię.

W nowej wersji filmu „Królewna Śnieżka” królewna traci sprawczość, w oryginalnej baśni braci Grimmów odzyskiwała autonomię

W oryginalnej książkowej wersji bronią królowej najpierw był grzebień, który wypadał zatruty z włosów Śnieżki. Potem jabłko – duże, czerwone, błyszczące – kusi tylko, jeśli komuś ślinka napływa do ust na widok plastikowych rozkoszy. Królowa chce być nieskazitelna i sztuczne jabłko to symbolizuje.

Pospieszała królewnę, mówiąc: „Nie pozwól, by marzenie wystygło!”. Dziś tak poganiają nas internetowe oferty z gatunku dark patterns. Promocja mija, spójrz na zegar! Ten sam mechanizm manipuluje królewną. Gdy Śnieżka pod presją wyraża pragnienie, aby wyzwolił ją książę i porwał do swego zamku, gdzie będą żyli długo i szczęśliwie (może po prostu nic innego w pośpiechu nie przyszło jej do głowy), rezygnuje ze sprawczości, przekłada ją w ręce innej osoby i to okazuje się jej właściwą śmiercią. Leży w szklanej trumnie, świat nad nią płacze, pogrzeb odbywa się w strugach deszczu. Jednak ciało nie zostaje złożone do grobu, jakby chodziło jedynie (jedynie?) o śmierć cywilną osoby, która wyrzekła się decydowania o sobie. Zatrzaśnięta w marzeniu, że ktoś ją wyzwoli – zaznaczmy: ktoś, kogo widziała przelotnie raz w życiu – poddaje się maczystowskiej kulturze, która zrodziła taki happy end lata temu. W wersji Walta Disneya sprzed 90 lat kochankowie odchodzili razem ku jutrzence jakby do życia wiecznego po śmierci.

Tymczasem baśń Grimmów mówiła o inicjacji w autonomię – Śnieżka uczyła się myśleć samodzielnie, każdy z krasnali uczył ją czegoś innego, powracała jako królowa do swego prawowitego królestwa – do samej siebie. Nikt jej nie budził pocałunkiem. Sama wypluła to, co było w niej zatrute. Nienaturalnie perfekcyjne jabłko oznaczało zestaw nakazów i zakazów społecznych jak wcześniej biblijne jabłko z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego. Adam i Ewa dopiero gryząc je i wypluwając, stawali się ludźmi.

W „Śnieżce” ten sam kęs od wychowawców, rodziców, instytucji był szkodliwy, a zarazem otwierał oczy. Dopiero, gdy się go wykrztusi, można odzyskać własne życie. Czego życzę i sobie, i tobie, królewno.

A tobie, królowo, łaskawszych producentów.

Adriana Prodeus
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. Nowej, filmowej „Śnieżki” Disneya nie da się oglądać, słuchać ani bronić
Proszę czekać..
Zamknij