Znaleziono 0 artykułów
02.04.2025

Inteligentna obrączka. Chroni przed zdradą czy rujnuje związek?

02.04.2025
Fot.  Cavan Images

Inteligentna obrączka z lokalizatorem i miernikiem pożądania brzmi jak gadżet Jamesa Bonda, ale to nowy produkt aplikacji randkowej, która chce, żeby osoby w związkach zawsze wiedziały, co czuje i robi ich para. Czy to ostateczny dowód na to, że dziś nikt nikomu nie ufa?

„Kopciuszek nie guglowała księcia z bajki” – to słynne zdanie wypowiedziała swego czasu Serena van der Woodsen, bohaterka kultowej „Plotkary”, z rzadka wykazująca się taką przytomnością. Technologia, która miała nas zbliżać, faktycznie zbliżyła – aż za bardzo, bo dzisiejsze związki to często niezdrowe splątanie dwóch pozbawionych autonomii osób, które wiedzą o sobie wszystko, zanim spotkają się po raz pierwszy. 

A może kolektywnie i dobrowolnie zrzekliśmy się prawa do prywatności? Właściciele aplikacji randkowej RAW twierdzą, że generacji Z, żyjącej na widoku i uprawiającej emocjonalny ekshibicjonizm w mediach społecznościowych, nie oburzy inteligentny pierścionek mierzący nastrój partnera czy partnerki, bo prywatność akurat dla tej generacji nie jest żadną wartością. Swoją drogą, RAW to bardzo interesujące narzędzie na rynku aplikacji dla osób poszukujących miłości. Reklamują się hasłem: „Randki tylko ze stuprocentowo prawdziwymi ludźmi”, a użytkowników i użytkowniczki zobowiązują do publikowania selfie każdego dnia, koniecznie zrobionego jednocześnie przednią i tylną kamerą. Filtry nie są akceptowane. Chodzi o to, żeby ukrócić typowe wybiegi stosowane w innych apkach – z naciskiem na retuszowane i nieaktualne zdjęcia – i przy okazji pokazać, że codzienność nie zawsze jest tak fotogeniczna, jak wakacje spędzone trzy lata temu w ładnym kurorcie. 

Tym bardziej wydaje się więc dziwne, że osoby, które powinny rozumieć, jak obsesyjne kontrolowanie własnego wizerunku może niszczyć nam relacje, wymyśliły gadżet, który uruchamia toksyczną spiralę totalnego osaczenia. Te bystre, wszystkowiedzące obrączki mają dostęp nie tylko do danych o fizycznym położeniu osoby partnerskiej, lecz także o jej stanie emocjonalnym czy ewentualnym pobudzeniu seksualnym, więc powiedzą, czy jeszcze kocha, czy już się gniewa, a może właśnie romansuje na boku. 

Nowa technologia, stara obsesja kontroli

Gadżet zbyt mroczny, żeby chcieli nakręcić o nim odcinek twórcy „Czarnego lustra”? Obrączki RAW działają podobnie do wszystkich fitnessowych wearables, czyli śledzą tętno i liczą kroki, ale też są wyposażone we wrażliwą sztuczną inteligencję, zaprogramowaną tak, by diagnozować poziom stresu i poziom podniecenia. Osoby, które noszą parę obrączek, mają dostęp do swoich danych. Słyszą, mierzą, liczą, pilnują. Programiści zapewniają, że to pierwsza tego typu technologia, która potrafi czytać kontekst. Ale na pewno nie pierwsza, która pozwala śledzić partnera czy partnerkę – nieważne, czy chodzi o jego położenie, czy o samopoczucie. 

Żadnym novum nie jest też potrzeba, która za takim wynalazkiem stoi. – Z doświadczenia w pracy w gabinecie wiem, że ten rodzaj kontroli pojawia się w związku post factum, po jakimś trudnym wydarzeniu, jak np. zdrada– mówi doktorka Agata Stola, psychoterapeutka z Instytutu SPLOT– Przychodzi para na terapię i jedna z osób wyznaje, że udostępnia drugiej stronie swoją lokalizację, można to już dziś zrobić w telefonie. Zazwyczaj to strona, która zdradziła czy nadużyła zaufania, chce w ten sposób udowodnić swoje zaangażowanie. Chce zapewnić, że sytuacja się nie powtórzy. Wyobraźmy sobie, że osoby pozostające w związku udostępniają sobie nawzajem informacje o swoim położeniu tak po prostu, zawsze. Albo nie tylko o położeniu. To taka kontrola dla samej kontroli. Technologiczna smycz. Nic nie zyskujemy, a jedynie podtrzymujemy dysfunkcję. Nadmierna kontrola utrudnia, a czasem wręcz niszczy życie. To problem, z którym bardzo często spotykam się w gabinecie. Znak naszych czasów. W żywieniu, w emocjach, w relacji z ciałem. Wszędzie chcemy mieć absolutne panowanie. Do tego dodamy sobie jeszcze obrączki, które nas śledzą? – kontynuuje psychoterapeutka.

Teoria odwróconego nadzoru, czyli sami siebie podglądamy

Twórcy inteligentnych obrączek upierają się, że w śledzeniu tkwi tajemnica udanego pożycia, bo w prawdziwej miłości trudno zgubić trop, a swój gadżet – wciąż znajdujący się w fazie projektowej – reklamują jako nieomylny wykrywacz zdrajców i obiecują niezawodne pomiary lojalności w związku. Bo jeśli osoba partnerska będzie akurat wyraźnie podniecona, twoja obrączka zaświeci się na czerwono. Czerwona lampka faktycznie się włącza, ale z zupełnie innego powodu. Obrączki RAW potwierdzają, że epoka odwróconego nadzoru weszła w fazę skrajnej patologii. Odwrócony nadzór polega na tym, że już nie oni nas, ale my wszyscy siebie nawzajem. To nie tajne rządowe agentury podsłuchują i podglądają obywateli, ale my, obywatele i obywatelki, oddajemy się bezwstydnemu podglądactwu, kompilując dane o innych, ale też udostępniając informacje o sobie. Termin pojawił się w 2006 roku i miał nazywać pewien fenomen społeczny katalizowany przez raczkujące media społecznościowe. Wtedy jeszcze dzieliliśmy życie na offline i online, a dziś, gdy porzuciliśmy romantyczne mrzonki o granicy między realnym i wirtualnym, praktyka odwróconego nadzoru jest czymś tak wpisanym w naszą codzienność, że na nikim nie robi wrażenia. 

W konsekwencji wiemy o sobie za dużo, jeszcze zanim zaczniemy się poznawać – a sam proces poznawania drugiej osoby utracił dawny powab, skoro wystarczy przejrzeć czyjś profil na Instagramie, by zyskać poczucie (iluzoryczne), że już się kogoś zna. To, co jednak może niepokoić milenialsów, ma być zupełnie obojętne dla wychowanego w internecie pokolenia Z. Dla zetek prywatne jest publiczne i wobec tego to one mają być głównym nabywcą biżuterii smart dla par od RAW. Tylko że to luźne wnioski wyciągnięte z jeszcze luźniejszych badań nad stosunkiem do prywatności, a fakty pozostają mniej optymistyczne. Technologia dała nam nieograniczony dostęp do siebie nawzajem. I namieszała nam w relacjach romantycznych.

Żeby było dobrze razem, musi być dobrze osobno

– Relacjom szkodzi pozostawanie cały czas w kontakcie – potwierdza Agata Stola. – Zaciera się granica pomiędzy autonomią a częścią wspólną. Ta granica jest niezwykle ważna. Osoby będące w relacji muszą pozostawać autonomiczne względem siebie, bo tak podtrzymują wzajemną atrakcyjność. Polega to na tym, że masz – mówiąc najprościej – jakąś tajemnicę. Jakąś część siebie, która nie jest dostępna dla twojego partnera czy partnerki, chyba że zdecydujesz się jej ten kawałek siebie i swojego świata pokazać. Spadek pożądania w związku jest często następstwem nadmiernej kontroli. Gdy osoby partnerskie tracą część autonomiczną, przestają być dla siebie zaskakujące i inspirujące, a więc wygaszają to, co odpowiada za namiętność. 

Chyba najbardziej przeraża wizja, że obrączki RAW – czy inny tego typu gadżet, który ktoś jeszcze wymyśli – będą podsuwać gotowe diagnozy stanów emocjonalnych drugiej strony, a więc sukcesywnie wypierać szczerą rozmowę o emocjach. Bo po co pytać kogoś, jak się czuje, skoro już to wyczytaliśmy z pierścionka. To, że ktoś wpadł na pomysł, że taki gadżet do nadzoru w relacji romantycznej znajdzie chętnych, tylko potwierdza, że żyjemy w czasach postępującej erozji zaufania. Ale tej kompetencji nie odbuduje w nas sztucznie inteligentny pogromca niewiernych mężów. – Esencją zdrowej relacji jest właśnie zaufanie. To jest to, czego wszyscy szukamy w związkach. Poczucia bezpieczeństwa, które wynika z tego, że ktoś nas akceptuje. I z wiary, że ta osoba nas nie oszuka i nie zdradzi – mówi Agata Stola. – A żeby komuś ufać, trzeba się dobrze komunikować. Dużo rozmawiać, eksplorować nawzajem swoje emocje, lęki, radości, mówić o swoich potrzebach. Nie chodzi o to, żeby się zaobrączkować, gdy relacja szwankuje. Gdy oddalamy się od siebie, trzeba zacząć się sobą interesować. To nas ochroni przed zdradą czy rozpadem związku, a nie technologia.

Zwłaszcza tak absurdalna.

Angelika Kucińska
  1. Styl życia
  2. Społeczeństwo
  3. Inteligentna obrączka. Chroni przed zdradą czy rujnuje związek?
Proszę czekać..
Zamknij