
Tym, co mnie napędza i sprawia mi radość, jest ubieranie ludzi na wyjątkowe okazje w ich życiu – mówi Victoria Richard, projektantka, która pracowała w takich domach mody, jak Ralph Lauren, Marchesa oraz Thom Browne. A że własny ślub to z pewnością wyjątkowa okazja, jako panna młoda Victoria założyła suknię swojego projektu i pełen symboli koronkowy welon, którego stworzenie zajęło 200 godzin.
Uwielbienie, jakim projektantka Victoria Richard darzy suknie ślubne, sięga jeszcze czasów jej dzieciństwa. – Dorastając z siostrą o szczególnych potrzebach, w naturalny sposób starasz się nawiązać z nią nić porozumienia i dla nas były nią moda ślubna i czasopisma. W ten sposób się bawiłyśmy – zdradza Victoria. – Nadal, prawie za każdym razem, gdy się z nią widzę, projektujemy suknie ślubne – dodaje panna młoda. Choć Victoria została później zawodową baletnicą – w czasach studenckich trenując podczas intensywnych kursów letnich organizowanych przez American Ballet Theater i Boston Ballet – powróciła do świata mody, gdy dostała się na staż w marce Ralph Lauren. Po dalszym rozwijaniu swoich umiejętności w Parsons School of Design rozpoczęła karierę projektantki w takich domach mody, jak m.in. Ralph Lauren, Marchesa oraz Thom Browne. – Myślę, że tym, co mnie napędza i sprawia mi radość, jest ubieranie ludzi na wyjątkowe okazje w ich życiu – mówi.

Zanim panna młoda postanowiła zaprojektować dla siebie suknię i koronkowy welon, przymierzyła ponad setkę kreacji
Początkowo Victoria nie zamierzała sama tworzyć dla siebie kreacji na swój ślub z Nickiem D’Adamo. – Zanim zdecydowałam się zaprojektować swoją własną suknię, przymierzyłam ponad 100 innych projektów. Niełatwo było mi wyjść zza kulis i stanąć w centrum uwagi – przyznaje. Tym, co naprawdę zapoczątkowało jej drogę projektantki swojej sukni ślubnej, był pomysł na welon. – Zawsze uwielbiałam dawne welony z ręcznie tkaną koronką, które opowiadały historię rodzin pary młodej, ich przeszłość i przyszłość. Takie welony uznawane były za pamiątki rodowe – mówi Victoria, dodając: – Wiedziałam, że pragnę czegoś, co naprawdę nawiązuje do drogi, jaką przebyłam, i co może zostać przekazane kolejnym pokoleniom.

Spektakularny welon z koronki, który zaprojektowała panna młoda, kryje mnóstwo ważnych dla niej symboli. Jego stworzenie zajęło ponad 200 godzin
Victoria miała wizję polegającą na ręcznym wykonaniu welonu, który symbolizowałby jej rodzinę, a także historię tworzoną wspólnie z Nickiem. – Od samego początku, gdy poznałam Nicka, mamy różne przygody i podróżujemy. Uwielbiamy piesze wycieczki, przebywanie wśród przyrody i odkrywanie nowych rzeczy. Każdy ścieg reprezentuje pieszą wycieczkę, na której byliśmy, połączoną z bardzo konkretnym kwiatem – opowiada panna młoda. Wśród tych motywów kwiatowych są np. kroplik pomarańczowy, który symbolizuje siłę i odporność i który pięknie rośnie w trudnych, skalistych miejscach, kielisznik wydmowy, pnącze, które delikatnie owija się wokół rzeczy, które kocha, czy kamelia, kwiat wyrażający tęsknotę i zachwyt.

Hołdem złożonym ojcu jest kształt welonu panny młodej, inspirowany wiktoriańskim naszyjnikiem, który podarował jej tata. To nie jedyny ukłon w jego stronę. W projekt koronki Victoria wplotła także rajskiego ptaka symbolizującego duszę taty. Mamę z kolei projektantka poprosiła o wybranie modlitwy, którą wyhaftowano wzdłuż krawędzi welonu. Samo tworzenie szkicu zajęło Victorii osiem miesięcy. Gdy koronczarki w Indiach ukończyły ręcznie wykonany materiał, okazało się, że w tworzenie welonu panny młodej włożono w sumie ponad 200 godzin pracy.

Projektantka mody, która pracowała u Ralpha Laurena, Marchesy i Thoma Browne’a, na ślub założyła własną kreację z gorsetem, który podkreślał sylwetkę
Gdy projekt welonu nabierał kształtu, Victoria zaczęła mieć coraz wyraźniejszą wizję sukni, która by do niego pasowała. – Tak naprawdę chciałam czegoś, co nie byłoby przytłaczające i co tworzyłoby tło, na którym welon byłby dobrze widoczny, a jednocześnie nie chciałam, by suknia była nijaka – opowiada projektantka. Victoria jednocześnie chciała stworzyć kreację, która podkreślałaby jej ciało. – Jestem hipiską i nie chciałam czegoś, co by mnie w tym zakresie poskramiało – wyjaśnia, dodając: – Zaprojektowałam gorset z wewnętrznymi fiszbinami, które tak naprawdę jeszcze bardziej go podkreślały. Była to chwila z przymrużeniem oka – oto moje ciało, które chcę celebrować.

W rzeczywistości gorset Victorii stał się bazą dwóch sukien, które panna młoda założyła na swój ślub: sukni balowej bez ramiączek i o obniżonej talii oraz pięknie poruszającej się tiulowej sukienki idealnej do tańca. O pomoc przy konstruowaniu tych projektów Victoria poprosiła modelarkę z atelier, Mei Zou. – Jest nieprawdopodobnie genialną i uzdolnioną rzemieślniczką, a jej zespół… Mogłabym opowiadać o niej bez końca – mówi projektantka. – Pokazałam jej swoje szkice i opowiedziałam, jak chciałabym się czuć. To, co Mei udało się z tym zrobić, było po prostu niesamowite – wspomina Victoria. Jedną z wyjątkowych cech balowej sukni ślubnej była jej wierzchnia warstwa, uszyta tak, by nie miała szwów z boku. – Wszystkie projekty są krojone po skosie, co wymaga niezwykłego kunsztu w pracy z tkaniną i szyciu – zauważa projektantka.
Na ostatnią przymiarkę sukni z Mei Victoria wybrała bardzo wyjątkowe miejsce: salę treningową American Ballet Theater. Postanowiła, że zrobi niespodziankę swojej mamie – która nie była świadoma, że jej córka tworzy swoją własną suknię ślubną – i poprosiła ją, by przyjechała do Nowego Jorku na wspólne poszukiwanie kreacji na ceremonię. Ponieważ Victoria nie zamierzała pokazywać swojego projektu w salonie ślubnym, chciała znaleźć miejsce, w którym czuje się szczęśliwa i nieskrępowana. Studio baletowe było do tego idealne. – Spędziłam wiele wakacji, przemieszczając się pomiędzy studiami i aulami tego budynku – mówi Victoria. Jej matka była zdezorientowana, gdy dotarła do tego budynku i w towarzystwie tancerek wjechała windą na piętro. – Weszła do środka, zobaczyła suknię i natychmiast się rozpłakała – opowiada panna młoda. – To był prawdopodobnie jeden z najlepszych dni w moim życiu – dodaje wzruszona.

Kreacja, którą Victoria Richard zaprojektowała na swój ślub, zapoczątkowała jej pierwszą kolekcję sukien ślubnych i welonów
Gdy nadszedł dzień ślubu, w ubieraniu się pomagały Victorii trzy najważniejsze kobiety w jej życiu prywatnym i zawodowym. Jedną z nich była jej mentorka z Ralpha Laurena, kolejną jej dyrektorka projektowa z Marchesy, a trzecią bliska przyjaciółka, która pomogła Victorii dostać się na pierwszy staż w branży mody. Panna młoda wspomina, jak wyjątkowym przeżyciem było mieć je przy sobie przez 40 minut, gdy pomagały jej włożyć suknię. – Moja mama założyła mi welon i wylałyśmy morze łez – wspomina Victoria, która zaprojektowała także szyte na zamówienie suknie wszystkich 10 druhen.

Od czasu, gdy stworzyła swoją własną ślubną garderobę, Victoria postanowiła oficjalnie zaprojektować autorską kolekcję sukien ślubnych i welonów. – Moje suknie, welon oraz sukienki druhen to pierwsze projekty w mojej kolekcji, która miała zasadniczo premierę na moim ślubie – wyjaśnia Victoria. – Od wesela pracuję prywatnie z pannami młodymi i ich druhnami, a jeszcze w tym roku odbędzie się oficjalna premiera mojej składającej się z 10 projektów kolekcji sukien, welonów oraz sukienek druhen – zapowiada. Zdradza też, że do kolekcji włączy hafty, które zdobiły też jej własny welon. – Uważam, że dzięki temu staną się moją spuścizną – mówi. – Mam nadzieję, że w ten sposób zyskają nowe życie poprzez moje klientki, moje przyszłe panny młode.
Zaloguj się, aby zostawić komentarz.