
Marcin Rusak XVIII-wieczny pałac w Świdnie kupił w stanie rozkładu. Konserwuje zabytek, którego świetność buduje wokół natury. Trudno o lepszy scenariusz na dzisiejsze czasy.
Energia pałacu w Świdnie zawładnęła Marcinem Rusakiem na całego. Gdy w 2022 roku wszedł do pałacu po raz pierwszy i poczuł zapach wilgoci, zobaczył grzyb zarastający ściany piwnic, odpadające tynki, zmurszałe okna, gdy przedzierał się przez gąszcz samowolnie zarastających park krzewów, gdy wszedł do stawu i ugrzązł na dobre w szlamie, że trzeba było liny, by go wyciągnąć, poczuł, że to jego naturalne środowisko, że tu chciałby pracować. Zachwyt nad zrujnowanym XVIII-wiecznym budynkiem, wymagającym ogromu prac remontowych, renowacyjnych, opieki konserwatora, umiejętność zobaczenia w tym rozpadzie potencjału jednym może wydać się szaleństwem, ale tym, którzy wiedzą, czym Rusak się w życiu zajmuje – naturalnym etapem w jego artystycznej działalności.

Marcin Rusak, który konserwuje pałac w Świdnie, od dekady bada rośliny, ich odmiany, DNA i sekrety
To artysta, który z rozkładem, procesami gnilnymi, odpadami pracuje na co dzień. Jego pierwszym i podstawowym surowcem są zwiędłe kwiaty, rośliny, liście, jak sam je nazywa – śmieci kwiatowe. Czasem wybiera konkretne rośliny, ze względu na ich wartość rzeźbiarską, innym razem są przypadkowym zbiorem. Z nich buduje formy abstrakcyjne i bardzo realne, jak stoły czy szafy. Fascynuje się ich nietrwałością, ulotnością, procesami samozagłady, ale też metodami konserwacji. Od dekady bada rośliny, ich odmiany, DNA i sekrety. Razem ze swoim zespołem w studiu projektowym oraz z naukowcami z polskich i zagranicznych uczelni dokonują cudów. Natura i badania, jak na przykład odkrycie przez naukowców z krakowskiej AGH pulsu roślin, który dzięki zaawansowanym technologiom da się usłyszeć, co dowodzi, że rośliny potrafią się komunikować – nieodłącznie towarzyszą poszukiwaniom twórczym artysty. – Kiedyś uważałem, że najważniejsze dla mnie jako artysty jest to, co po sobie pozostawię, teraz jestem pewien, że ważniejsza jest energia, którą czerpię z tworzenia i obcowania z materią, jaką są rośliny, a potem dzielenie się tą energią. To ona jest największą wartością. Wierzę, że pracując tutaj, mogę czerpać z ogromnych pokładów energii zastanej w tych murach, ich historii i w otaczającym pałac parku, gdzie już wzrastają moje rzeźby – mówi Rusak. – W czasach, kiedy magazyny muzeów i galerii wypełnione są po sufity dziełami artystów, dużo mądrzej musimy podchodzić do tego, co po nas pozostanie – dodaje.– Przetrwają obiekty, które mają duży ładunek emocjonalny, swoją historię. Inne powinny powstawać z surowców, które pozwolą na ich wyrzucenie do ogrodu, na biodegradację. W dialogu z naukowcami z uniwersytetów w Łodzi, w Krakowie, w Toruniu badamy takie biomateriały. Chciałbym, żeby Świdno stało się miejscem prezentacji rezultatów tych badań, miejscem rozmów o biotechnologiach, które stosujemy, do prezentowania obiektów. Moim dalekosiężnym marzeniem jest wyjść z moimi pomysłami i działaniem poza ogrodzenie pałacu i parku, zaprosić okolicznych mieszkańców do wspólnego adaptowania wsi. Tak jak Orońsko jest centrum rzeźby, tak Świdno mogłoby stać się centrum biomateriałów i innowacji dookoła natury – marzy Marcin Rusak.


Marcin Rusak już dziś przyciąga do Świdna przedstawicieli świata designu, sztuki i rzemiosła
Wchodzimy na taras. Przed nami widok na staw i park. Pokazuję Marcinowi zdjęcie: rok 1943, moja babcia Grażyna z trzema siostrami siedzą w tym samym miejscu przy stole i grają w brydża. Pewnie próbowały odnaleźć chwilę normalności w tamtych nienormalnych czasach. Taras był wówczas obrośnięty winobluszczem. – Może by tak znowu obsadzić fasadę pnączami – podpuszczam Marcina i pytam, jak widzi park za czas jakiś. – Tam w głębi, z prawej strony, wyobrażam sobie ukryty w zieleni współczesny pawilon wystawienniczy. Nie wszystko wystawię we wnętrzu pałacu, w końcu to zabytek. A w pawilonie będzie więcej swobody. Tak go usytuuję, żeby nie było go stąd widać, ani żeby stamtąd nie dało się dojrzeć pałacu – nie chcę zaburzać harmonii. Tu klasyczny budynek, tam nowoczesny, oddzielone od siebie naturą. W pawilonie swoje dzieła zaprezentują artyści wykorzystujący – podobnie jak ja – biomateriały. Planuję zapraszać naukowców z prelekcjami. Powstanie park rzeźby, co pozwoli zainteresowanym nowymi biotechnologiami, surowcami, obserwować, jak dany materiał się zachowuje na przestrzeni czasu, w danych warunkach atmosferycznych, jak się starzeje, w jakim tempie. Dowiedzą się, jak i do czego można go użyć. Już dziś przyciągamy do Świdna przedstawicieli świata designu, sztuki i rzemiosła. Chciałbym zaoferować im miejsce, w którym wsłuchają się w puls roślin.

Cały tekst znajdziesz w nowym wydaniu „Vogue Polska Living”, który możesz teraz zamówić z wygodną dostawą do domu.
Zaloguj się, aby zostawić komentarz.