Znaleziono 0 artykułów
01.04.2025

Kryzys ćwierćwiecza. Z czym się mierzą młodzi dorośli?

01.04.2025
(Fot. MementoJpeg/Getty Images)

Kryzys ćwierćwiecza, mimo że nie jest oficjalnym terminem w psychologii, dotyka coraz więcej osób wkraczających w 25. rok życia. Moment końca studiów i wchodzenia w mityczną dorosłość nie jest łatwy, zwłaszcza że to dopiero początek starcia z presją czy oczekiwaniami, z jakimi mierzą się młodzi dorośli.

Ukończenie studiów, pierwsze doświadczenia na rynku pracy, przeprowadzki i poszukiwanie własnej drogi – to jedynie wierzchołek wyzwań czyhających na dwudziestokilkulatków. Wszystko to w połączeniu z presją społeczną, stale rosnącym tempem życia czy stawianymi sobie celami może potęgować poczucie niepewności i frustracji. Wtedy właśnie na horyzoncie pojawia się tzw. kryzys ćwierćwiecza.

Zetki w kryzysie

Jak tłumaczy psycholożka i wykładowczyni uniwersytetu SWPS dr Joanna Sikora-Ścigała, to okres pełen obaw, lęku oraz dezorientacji, który często dotyka osoby w wieku 20-30 lat. Może objawiać się poczuciem zagubienia czy niezadowolenia z życia zawodowego i osobistego. Początek nowego milenium, kiedy to rodzili się dzisiejsi 25-latkowie, zwiastował niemały przewrót. Technologiczny boom, wiele zmian o charakterze polityczno-społecznym czy seria popkulturowych wpływów odcisnęły niemałe piętno na codzienności pokolenia Z. – Dzisiejszy świat jest bardziej dynamiczny i nieprzewidywalny niż kiedykolwiek wcześniej. Media społecznościowe, niepewny rynek pracy i zmieniające się normy społeczne sprawiają, że młodzi dorośli częściej doświadczają kryzysu tożsamości. Zamiast jasnych ścieżek życiowych napotykają niekończące się wybory i sprzeczne oczekiwania, co prowadzi do poczucia zagubienia – tłumaczy psychoterapeutka.

Jak raportuje NFZ, z biegiem lat kryzys zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży się pogłębia. W 2023 roku wsparcie otrzymało ponad 279 tys. młodych osób, co pokazuje wyraźny wzrost (134,6 proc.) w porównaniu z 2019 rokiem (119 tys.). Z kolei jak pokazują badania duetu Socjolożki.pl oraz IRCentrum z 2024 roku, w grupie młodych między 16. a 35. rokiem życia aż dla 79 proc. ankietowanych zdrowie psychiczne jest szczególnie ważne.

Kiedyś dorosłość oznaczała stabilną pracę, małżeństwo i dzieci. Dziś te etapy są odsuwane na później lub wcale nie są priorytetem. Młodzi często czują presję, by spełniać „stare” oczekiwania, jednocześnie próbując realizować „nowe” wartości: samorozwój, podróże, elastyczny styl życia. Społeczeństwo oczekuje, że każdy „znajdzie swoją pasję” i będzie spełniony w pracy. W efekcie młodzi czują, że jeśli ich praca nie daje im satysfakcji, to coś jest z nimi nie tak. Kiedyś tożsamość (np. zawodowa, płciowa, kulturowa) była bardziej stała. Dziś młodzi ludzie mogą eksperymentować z różnymi aspektami siebie, co z jednej strony daje wolność, a z drugiej rodzi niepewność. Możliwość wyboru „kim chcę być” staje się źródłem stresu, bo nie ma jednej poprawnej odpowiedzi – wyjaśnia dr Joanna Sikora-Ścigała

Jak podkreśla ekspertka, młodzi dorośli często mierzą się z presją dotyczącą osiągnięcia określonych kamieni milowych, tj.: ukończenia studiów, znalezienia stabilnej pracy, wejścia w związek czy założenia rodziny. – Konfrontacja z rzeczywistością, w której te cele są trudniejsze do osiągnięcia, może prowadzić do frustracji i poczucia porażki. Okres wczesnej dorosłości wiąże się z koniecznością podejmowania istotnych decyzji dotyczących kariery i stylu życia. Niepewność co do własnych wartości, pasji i celów może powodować kryzys tożsamości. W tym okresie zmieniają się też więzi społeczne. Niektórzy przyjaciele zakładają rodziny, inni emigrują, a kontakty z dawnymi znajomymi mogą się osłabiać. Może to prowadzić do samotności i trudności w nawiązywaniu nowych, głębszych relacji – zauważa ekspertka.

Choć termin kryzys ćwierćwiecza pojawił się stosunkowo niedawno, zyskał bowiem popularność w latach 90., samo zjawisko, jak podkreśla psycholożka, nie jest nowe. – Wcześniejsze pokolenia również doświadczały podobnych trudności, choć w innych realiach społeczno-ekonomicznych. Mózg wciąż się rozwija, zwłaszcza kora przedczołowa odpowiedzialna za planowanie, podejmowanie decyzji i regulację emocji. W połączeniu z wysokim poziomem stresu i presji może to prowadzić do niestabilności emocjonalnej i problemów z radzeniem sobie z trudnościami. Współcześnie młodzi ludzie bombardowani są informacjami o sukcesach innych, co prowadzi do poczucia, że są w tyle. Oczekiwanie natychmiastowych efektów i brak cierpliwości w budowaniu kariery czy relacji zwiększa frustrację. Wzrost liczby osób z wyższym wykształceniem sprawia, że konkurencja jest większa, a dyplom nie gwarantuje sukcesu – podkreśla dr Sikora-Ścigała.

Poszukując siebie

Jak w obliczu osobistych kryzysów odnajdują się zmagający się z nim przedstawiciele pokolenia Z? Kasia*, która za kilka tygodni kończy 24 lata, wczesną dorosłość wyobrażała sobie zgoła inaczej. Będąc nastolatką, myślała o studiach w Londynie. Planowała życie podporządkowane rytmowi pędzącego miasta, jako dziennikarka u boku partnera i grupy przyjaciół. Postawiła jednak na Warszawę, gdzie studiuje psychologię, a na co dzień działa w szeregach klubu studenckiego związanego z modą i pracuje w małej marce modowej, gdzie zajmuje się marketingiem. – Bardzo rozczarowała mnie branża mody, która wydawała się spełnieniem marzeń. Hermetyczne środowisko, niskie zarobki i niesprawiedliwe rekrutacje szybko odebrały całą magię tego świata. Miałam wrażenie, że mogę odnieść sukces w wybranej dziedzinie, a wysokość zarobków zależy jedynie od wielkości starań. Życie szybko mnie zweryfikowało. Podobnie było z licealnymi przyjaźniami, wiele z nich rozmyło się po mojej wyprowadzce – mówi Kasia.

Zaskoczyła ją także sfera związkowa. – Przed wyjazdem na studia znalezienie partnera było dla mnie niemal takim samym parametrem sukcesu jak dobrze płatna praca. W Poznaniu byłam jedyną samotną osobą w wielu grupach znajomych i czułam ciągłą presję znalezienia sobie kogoś. Zdaje się, że w Warszawie ludzie traktują relacje romantyczne jako miły dodatek, urozmaicenie, a nie cel życia sam w sobie. W erze aplikacji randkowych możliwości wyboru są nieskończone, co paradoksalnie prowadzi do samotności. Trudno jest wybrać spośród miliona kandydatów, bo przecież każdy następny może być lepszy od poprzedniego – opowiada.

Stresuje ją nadchodzący koniec studiów, który postrzega jako „deadline na podjęcie ostatecznej decyzji o drodze zawodowej”. – Czuję coraz większą odpowiedzialność za swoje wybory i presję, żeby skoncentrować się na jednej, określonej dziedzinie. Mam wrażenie, że okres prób i błędów dobiega końca, a ja jestem coraz bardziej zdezorientowana. Długo wydawało mi się, że sukces zawodowy i napięty grafik są godne podziwu i stanowią o wartości człowieka. Retoryka o korzystaniu z życia, kiedy ma się 20 lat, jest wszechogarniająca. Często zdarza mi się czuć tzw. FOMO, lęk przed utraconą młodością, możliwościami podróżowania i tzw. korzystania z życia. Boję się, że za szybko zamknęłam się w pracy biurowej i prowadzę życie samotnej, sfrustrowanej 40-latki – wyznaje Kasia. I dodaje: – Jestem świadoma mechanizmu porównywania się z innymi, ale trudno mi tego uniknąć. W rozmowach z rówieśnikami często czuję się mniej wartościowa. Nie umiem zmusić się do myślenia „wszystko w swoim czasie”.

Trudno jej się zaszufladkować, a ma wrażenie, że tego oczekuje od niej społeczeństwo. Czuje potrzebę zmian, które dają ekscytację i nadzieję, ale szybko na horyzoncie pojawia się wypalenie. – Rekrutacja i wizja nowej pracy dawały mi energię do działania, ale rutyna szybko ją odbierała. Po kilku miesiącach miałam listę powodów, by szukać czegoś nowego. Czułam się oszukana i zła na siebie. Podobnie było z miejscem zamieszkania, romantyzowałam życie za granicą, ale wyjazd na Erasmusa uświadomił mi, że szara rzeczywistość dopada nas wszędzie – mówi Kasia.

Więcej niż praca

23-letnia Maria*, studentka piątego roku prawa, nigdy nie wyobrażała sobie dorosłości w konkretnych detalach. Myślała o wyjeździe na Erasmusa, pracy w międzynarodowym środowisku, ale to testy predyspozycji zawodowych i konsultacje z ekspertką pomogły jej wybrać studia prawnicze. – Pamiętam, że wtedy po raz pierwszy zaczęłam myśleć o tym na poważnie. Wcześniej nie miałam pojęcia, co chcę robić. Czułam się totalnie zagubiona, a to nadało mi jakiś kierunek. Interesowały mnie prawa kobiet i pomyślałam, że może mogłabym się tym zajmować – wspomina. Największym zaskoczeniem okazała się dla niej gloryfikacja kultury pracy. – Nie chodzi tylko o zarabianie, ale o całą kulturę harówki. Mamy wręcz obsesję na punkcie produktywności. W zeszłym roku sama wpadłam w ten wir: dwa kierunki studiów, praktyki, artykuł naukowy, korepetycje, zajęcia językowe. Wychodziłam o 6:30, wracałam po 21:00. Jedynym momentem na odpoczynek była może niedziela, ale i to nie zawsze – mówi Maria.

Na piątym roku wyjechała na Erasmusa do Lizbony. Z jednej strony pobyt wzmógł jej poczucie niepokoju i presji po powrocie, ale z drugiej pokazał, że życie w ciągłym biegu nie jest jedyną drogą do sukcesu. – Myślałam, że muszę być pracoholiczką, że sukces wymaga poświęceń. Nie pracowałam w Portugalii, ale szybko zauważyłam, że ludzie mają tam inne podejście, mają czas na życie – kawę, spotkania, odpoczynek. Zaczęłam się zastanawiać, po co my w Polsce tak gnamy i czym właściwie jest ten „sukces”, do którego wszyscy tak dążymy, a nie potrafimy określić – opowiada. Dostrzega, jak jej znajomi niekiedy zatracają się do granic możliwości. – W moim domu rodzice pracowali dużo, ale mieli balans. Wielu moich znajomych siedzi w kancelariach do 23:00, robi milion kursów. Nie chcę żyć dla pracy, ale mam wrażenie, że jeśli się w to nie zaangażuję, to „przegapię” swoją szansę. Prawo to zawód, w którym normą jest praca po nocach, brak balansu i ogromna konkurencja. Ciągle się porównujemy, a pracodawcy to widzą i wykorzystują. Jeśli ktoś nie chce się w to angażować, jest postrzegany jako mniej ambitny. Nie chcę tak żyć, ale boję się, że jeśli odpuszczę, zostanę w tyle – przyznaje 23-latka. Media społecznościowe tylko potęgują to uczucie. – Widzisz ludzi, którzy o piątej rano biegają, kończą pięć kursów i masz poczucie, że jesteś w tyle. Dlatego usunęłam Instagram z telefonu – wyjaśnia Maria.

Erasmus przewartościował jej podejście do pracy i sukcesu. – Gdybym nie wyjechała, pewnie robiłabym to, co wszyscy, bez zastanowienia. A teraz mam wątpliwości. Czym właściwie jest sukces? Czy chodzi o to, żeby pracować najwięcej, czy żeby mieć czas na życie? Wróciłam i przeżyłam szok. Korki, stres, ciągła gonitwa. Paradoksalnie nadmiar możliwości, zamiast pomagać, tylko zwiększa presję, bo nie wiemy, w jakim kierunku iść – opowiada. – Jeśli jesteś w ciągłym biegu, nie masz przestrzeni, by zadać sobie pytanie: „czy ja tego chcę?”. Samorozwój jest ważny i potrzebny, ale ciągle wymagamy od siebie więcej i więcej, by stłumić uczucie bycia niewystarczającym. Kiedyś skończenie studiów wystarczało, by znaleźć dobrą pracę. Teraz to minimum, trzeba mieć kursy, staże, dwa języki. A mimo to nie daje to gwarancji sukcesu. To rodzi frustrację – mówi Maria.

Ucieczka wewnątrz siebie

25-letni Jan niedawno skończył studia magisterskie na akademii sztuk pięknych. Obecnie przebywa na Azorach, gdzie odbywa staż absolwencki i pisze książkę o kulturze tego regionu oraz jego społeczności lokalnej. Poza tym dodatkowo pracuje w e-commerce. Wyjazd z Polski był dla niego czymś w rodzaju „ucieczki w Bieszczady”. – Mechanizm był podobny. To była potrzeba zmiany, pewna forma ucieczki, ale też spełnienie marzenia z dzieciństwa i posłuchanie swojego instynktu, emocji i wprowadzenie ich w życie – wspomina. Podobnie jak Maria w nowym miejscu doświadczył przewartościowania swojego podejścia do życia. – Życie tutaj nauczyło mnie doceniać przyrodę, zwracać uwagę na rzeczy, które wcześniej mi umykały. Byłem w nieustannym pędzie, a teraz nauczyłem się zwalniać. To doświadczenie wprowadziło do mojego życia harmonię, której wcześniej mi brakowało – mówi.

Chorując w dzieciństwie, nie miał pewności, czy i kiedy wróci do pełni sił, dlatego teraz tym bardziej stara się czerpać z marzeń oraz wolności, nawet jeśli po drodze nie brakuje rozczarowań wczesną dorosłością. – Wszyscy w moim wieku mierzymy się z brakiem stabilności. W mediach społecznościowych widać też, jak bardzo nasze pokolenie jest pod ostrzałem starszych generacji. Można to zauważyć nawet w komentarzach – narracja, że jesteśmy roszczeniowi, niezaradni, że nie wiemy, czym jest prawdziwa praca. To nie jest konstruktywna krytyka, raczej przejaw frustracji tych, którzy nie rozumieją współczesnych realiów. Chciałbym wierzyć, że jako zetki jesteśmy bardziej empatyczni, że nie tylko kreujemy wizerunek wrażliwego pokolenia, lecz także że rzeczywiście zwracamy większą uwagę na problemy innych ludzi czy to, co dzieje się wokół – wyznaje 25-latek.

Największy lęk? Dla Jana nie ogranicza się on wyłącznie do kwestii zawodowych. – To coś, co wraca w rozmowach z moimi znajomymi: strach przed byciem niepotrzebnym. Po studiach pojawia się pytanie: „co teraz?”, „czy to, co chcemy robić, ma w ogóle sens?”. Świat się zmienia w zastraszającym tempie – sztuczna inteligencja, nowe technologie, niepewny rynek pracy. Trzeba być elastycznym jak nigdy wcześniej, a to potrafi być przytłaczające. Mam momenty zwątpienia, ale staram się przypominać sobie, że w życiu innych ludzi jesteśmy ważni i to liczy się bardziej niż kariera – mówi.

Wielozadaniowość, tak szumnie promowana w mediach społecznościowych jako multitasking, dla Jana wynika właśnie z potrzeby czucia się potrzebnym, ale ma też swoje ciemniejsze oblicze. – To takie błędne koło. Robisz dużo rzeczy, bo czujesz, że powinieneś, ale im więcej robisz, tym bardziej masz wrażenie, że nie robisz wystarczająco. Wszystko tu i teraz, natychmiastowe rezultaty albo nic. A przecież wartościowe rzeczy często wymagają czasu – tłumaczy.

25-latek, mimo młodego wieku, ma za sobą moment wypalenia i zwątpienia, które dodatkowo pogłębiły problemy zdrowotne. – Czwarty rok studiów to był dla mnie czas, kiedy wziąłem na siebie za dużo. Zaburzenia tarczycy, wahania hormonalne, wszystko się na siebie nałożyło. Pamiętam, jak trafiłem na post o wypaleniu u młodych ludzi. W komentarzach ludzie pisali, że pracują od 40 lat w tej samej firmie i nie rozumieją, czym jest wypalenie. Ale przecież to nie tylko kwestia liczby przepracowanych lat. Czasem chodzi o tempo, presję, oczekiwania – dopowiada. Chociaż jego znajomi z dzieciństwa obrali zupełnie inne ścieżki, ich doświadczenia są uniwersalne. – Przechodzenie z elastyczności studiów do dorosłości, gdzie odpowiedzialność jest znacznie większa, to duży szok. I nie dotyczy to tylko mnie – mówi Jan. Wybrał ścieżkę kreatywną, a ta zawsze wiąże się z niepewnością. – Czy to droga dla każdego? Pewnie nie. Są wady i zalety. Ale kim chciałbym być? Niezależnie od tego, jak potoczy się moja kariera, po prostu dobrym człowiekiem – podsumowuje.

Siła wspólnoty

Kryzys ćwierćwiecza, chociaż trudny, nie powinien być traktowany jako synonim osobistej porażki. Przeciwnie, jak podkreśla psychoterapeutka, może stać się szansą na rozwój. – Kluczem jest zmiana perspektywy: zamiast widzieć ten okres jako czas „przegranych szans”, warto traktować go jako okazję do odkrywania siebie. To moment, który może nas nauczyć, jak budować życie w zgodzie z własnymi wartościami, a nie jedynie spełniać oczekiwania innych. Nie ma jednej ścieżki do szczęścia – liczy się otwartość na zmiany, akceptacja siebie i dbanie o własne potrzeby, a zamiast bać się niepewności, potraktować ją jako szansę na lepsze zrozumienie siebie – radzi specjalistka.

Często najlepszym remedium jest dla nich wzajemne dzielenie się osobistymi doświadczeniami z najbliższymi znajomymi czy przyjaciółmi. – Osoby w podobnym do mnie wieku wydają się borykać z niemal tymi samymi problemami. Moim sposobem na radzenie sobie ze stresem ćwierćwiecza jest dzielenie go z innymi. Jesteśmy w tym razem, więc jest nam łatwiej podejść do tego z dystansem. Czasami lubię przypomnieć sobie, że „its not that deep” i że wszystko jakoś się ułoży. Poza tym staram się wygospodarować w swoim życiu czas dla siebie – wieczory czy poranki sama ze sobą, journaling, wsłuchiwanie się w swoje potrzeby, ale też słuchanie rad ekspertów w formie podcastów czy książek – wyznaje Kasia.

Warto zrozumieć, że każda osoba może przeżywać swoje trudności i wyzwania na swój sposób. Dużo zależy od tego, jak podchodzimy do życia i jak staramy się rozumieć innych. Niestety w Polsce często dyskusje są oparte na emocjach, zwłaszcza tych negatywnych. Brakuje racjonalnych argumentów. A to, że potrafimy rozmawiać o problemach z chłodną głową, to już duży krok w kierunku poprawy. Trzeba to zmieniać, nawet jeśli nie na wielką skalę, to przynajmniej w swoich małych kręgach – dodaje Jan.


Przygotowując materiał korzystałam z następujących źródeł: 
Ran Zilca, „Why Your Late Twenties Is the Worst Time of Your Life”, hbr.org
Dani Blum, „What Psychologists Want Today’s Young Adults to Know”, nytimes.com
Raport NFZ „Kryzys psychiczny u dzieci i młodzieży: Jak go rozpoznać i gdzie szukać pomocy?”, nfz.gov.pl
* Imiona bohaterek na ich prośbę zostały zmienione.

Natalia Żelazowska
  1. Styl życia
  2. Psychologia
  3. Kryzys ćwierćwiecza. Z czym się mierzą młodzi dorośli?
Proszę czekać..
Zamknij