
Nieprzypadkowo tytuł zbioru opowiadań chińskiej pisarki tworzącej pod pseudonimem Yan Ge odsyła nas do przestrzeni. „Gdzie indziej” rozgrywa się w miejscu styku stereotypowo pojmowanych Wschodu i Zachodu. Bohaterowie znajdują się gdzieś pomiędzy strefami dającymi się łatwo nazwać czy określić, poruszają się więc po omacku, a ich chaotyczny ruch rejestruje czujna autorka.
Większość bohaterów Yan Ge nie mieszka już w Azji, ale stamtąd właśnie pochodzi. Urodzeni w zachodnim świecie, na co dzień mierzą się z co najmniej niedelikatnymi reakcjami zachodniego świata, gdy obok nich ktoś myli Japonię z Chinami lub dziwi się, że mówią płynnie po angielsku. Do Azji podróżują na wakacje z sentymentu, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o własną tożsamość albo z czystej przekory. Jak bohaterka opowiadania „Zabicie słonia”, która jedzie w podróż poślubną do Birmy i tam traci ciążę. Po powrocie będzie musiała zmierzyć się z traumą – nie tylko związaną z poronieniem, lecz także z tym, gdzie do niego doszło. Przez resztę opowiadania będzie próbowała namówić męża na kolejną podróż do Birmy, miejsca według otoczenia niebezpiecznego, odległego, niewłaściwego dla młodej pary. Na przekór temu, jak również własnemu trudnemu doświadczeniu z pierwszej podróży, bohaterka stara się tam dotrzeć. Dlaczego? Prawdopodobnie odpowiedź tkwi w tytule zbioru Yan Ge: żeby znaleźć się gdzieś indziej.
Autorka chętnie buduje misterne konstrukcje, by często zniweczyć je jednym zdaniem
Yan Ge, znana u nas przede wszystkim z wydanych w 2023 roku „Kronik dziwnych bestii”, chętnie sięga po motywy surrealistyczne, które łączą się w jej prozie z dusznym poczuciem klaustrofobii. Bohater „Beztroskiej wycieczki” ma spotkać się w pewnym anonimowym mieście z kuzynką Lindą, która wyjechała z Chin w dzieciństwie, jednak wciąż nie może do niej dotrzeć. Na drodze stają mu zdarzenia i ludzie, którzy z każdą chwilą wydają się bardziej wyimaginowani niż realni, a jego wrażenia zaczynają przypominać narkotykowy zjazd. Tą szaloną podróżą w nieco kafkowskiej atmosferze ku wciąż oddalającej się krewnej dyryguje dziwny nieznajomy, Simon, który podaje bohaterowi medykamenty własnej produkcji. „Nie ma mowy, żebyś nie trafił”, powtarza Linda, umawiając następne spotkanie, a jej kuzyn Xiao Peng kolejny raz gubi drogę. Upragnione spotkanie z kuzynką – metafora powrotu do korzeni, do bezpiecznych czasów dzieciństwa i poczucia przynależności – okazuje się fantasmagorią i, jak to zwykle w takich razach bywa, nie przynosi upragnionego ukojenia.
Zakończenie „Beztroskiej wycieczki” pozostawia czytelników z pewnym niedosytem i tak też się dzieje w przypadku większości tekstów pisarki. Yan Ge tworzy misterne, nieco surrealistyczne światy, w które z jednej strony wplata motywy ciężkiego kalibru (poronienie, aborcja, samobójstwo, trzęsienie ziemi), a z drugiej stale utrzymuje na horyzoncie temat budowania własnej tożsamości pomiędzy dwoma nierozumiejącymi się nawzajem światami. Można odnieść wrażenie, że napięcie narasta w krótkich prozach Yan Ge, by w końcu spaść z ogromnej wysokości za pomocą jednego zdania, które – być może celowo – z hukiem niweczy budowaną przez cały tekst konstrukcję.
Pierwsze i przedostatnie opowiadanie ze zbioru tworzą razem klamrę opowieści
W postapokaliptyczną scenerię przenosi nas także opowiadanie otwierające książkę, zatytułowane „Chatka”. Yan Ge bawi się własnym stylem pisarskim i każe czytelnikowi po kolei, w swoim czasie, odganiać kolejne warstwy mgły, która przesłania fabularną rzeczywistość. Oto grupy ludzi koczują na ulicach i nocują w prowizorycznych namiotach. Każdy z nich ma pseudonim, a nad ich suto zakrapianymi alkoholem biesiadami z resztek wisi atmosfera katastrofy. Czytelnicy dość długo jednak nie wiedzą, o jaką katastrofę może chodzić. Bohaterowie nie odnoszą się właściwie do swoich przeżyć, pochłania ich dekadencka zabawa, towarzyski tygiel, który im również przesłaniać ma rzeczywistość.
Główna bohaterka, Gołąbka, przechadza się po zgliszczach z egzemplarzem „Dżumy” Camusa pod pachą i niepokoi się, że nie ma nic więcej do czytania. Realne tło opowiadania ujawnia się z czasem – jest nim trzęsienie ziemi w prowincji Syczuan z 2008 roku. Dokładną datę i miejsce wydarzenia poznajemy dopiero w tekście z końca zbioru, który z pierwszym tworzy pewną klamrę. Powraca tu ta sama grupa znajomych o nietypowych pseudonimach, którzy są na innym etapie życia – koczowanie w namiotach po trzęsieniu ziemi wydaje się już tylko mglistym wspomnieniem. Pionowa i Chłodny obserwowani oczami Gołąbki planują ślub, zanim jednak do niego dojdzie, Pionowa usuwa ciążę, a wraz z nią traci zdolność mówienia.

Bohaterowie Yan Ge poszukują języka, który oddałby ich stan mentalnego przesiedlenia
Oprócz poszukiwań własnego miejsca bohaterowie opowiadań Yan Ge zajmują się bowiem także odnajdywaniem języka, którym mogliby porozumieć się z tym światem „pomiędzy” na własnym zasadach. Pionowa zapada na tymczasową afazję, ale ku zdumieniu Gołąbki otoczenie postanawia ten fakt przeczekać i nikt nie drąży, jakie wydarzenia stoją za utratą głosu. Sama Gołąbka wścieka się na Anglika prowadzącego bar, gdy ten zwraca się do niej po chińsku: „To mój język!” krzyczy do niego i uparcie stara się porozumieć po angielsku. „No ale przecież ty także mówisz w moim języku”, odpowiada jej barman. Matka bohaterki opowiadania „Jak zakochałam się w dobrze udokumentowanym życiu Alexandra Whelana” zmienia jej imię z Xiaohan na Claire, ponieważ „wszystkim tak będzie łatwiej”. Jednak to właśnie swoje prawdziwe, chińskie imię dziewczyna poda w barze pewnemu chłopakowi – Alexandrowi Whelanowi. Pech chciał, że tej samej nocy, chwilę po tym, jak Alex doda Xiaohan/Claire do znajomych na Facebooku, chłopak popełni samobójstwo. Ich znajomość skończyła się, zanim się właściwie zaczęła, ale życie Alexa jest tak dobrze udokumentowane w internecie, że pozwala dziewczynie trwać w iluzji związku, który nigdy nie powstał. Z kolei w pierwszym tekście zbioru kasjer w sklepie prezentuje głównej bohaterce biceps z tatuażem z chińskim znakiem, który miał oznaczać „dom”. Tatuażysta jednak nieprawidłowo go odtworzył i przez pomyłkę napisał „grób”. „Niech sobie będzie, jak jest”, mówi kasjer po krótkiej konsternacji. „Grób też super”.
„Chińskie elementy w mojej książce są celowo dwuznaczne, traktuję je w sposób dowolny i zabawowy”, to słowa pisarki przytoczone w posłowiu przez tłumaczkę zbioru, Agnieszkę Walulik. I rzeczywiście – momentami silnie osadzona w kulturze chińskiej proza autorki traktuje samą siebie z przymrużeniem oka i śmiało wychodzi poza utarte narracyjne schematy. Yan Ge obecnie mieszka w Irlandii, a w swojej najnowszej prozie eksploruje stan „nieustannego przesiedlenia”, także językowego, ponieważ „Gdzie indziej” to pierwsza książka chińskiej autorki napisana po angielsku.
Zaloguj się, aby zostawić komentarz.